Zupełnie nie o książkach, czyli mieszczuch na wakacjach…:)

047kopia

Wakacje mogą być dla cywilizowanego człowieka, okolicznością wymagającą sporej elastyczności i zdolności asymilacji w obcym środowisku. Wiem, że wielu z Was przyzna mi rację. Każdego lata przeżywam dokładnie ten sam scenariusz wydarzeń, a że wakacje  za pasem, staram się już mentalnie do tego  przygotować.

Od kilku lat odwiedzam zwykle to samo, urokliwe miejsce, które ma kilka potężnych atutów: jest piękne, tylko 2 godziny drogi od mojego mieszkania i na ogół udaje mi się tam trafić. Wykończona drogą ( w końcu tak daleko) i przepełniona stresem ostatniego roku, staram się jednak dziarsko przestąpić próg agroturystyki „Pod Świerkiem”, gdzie mam zamieszkać pośrodku natury, zwierząt, spokoju i harmonii. Gospodarze, pani Kasia i pan Waldek mają jak każdego roku uśmiech na twarzach ( nie tak napiętych jak moja) i chochliki w oczach, co pewnie jest cechą ludzi mieszkających w domu z TAKIM widokiem.

Po wypakowaniu kilkunastu sztuk bagażu, staram się natychmiast uregulować wszystkie sprawy związane z naszym wyjazdem…bo co zrobione, to zrobione! Kilkakrotnie nagabuję gospodarza dość stanowczym, sugerującym wysoką kompetencję głosem: „Panie Waldku, czy my się już możemy rozliczyć?”, na co słyszę w końcu: „Spokooojnie” i pan Waldek, człowiek wielkiego spokoju i niewielu słów oddala się. Ja zżymam się w myślach, podrygując to jedną, to drugą nóżką.

W pokoju, bacznym wzrokiem sprawdzam, czy wszystko jest w porządku ( zawsze jest), testuję działanie lodówki, wynoszę z pokoju wszystko, na co moglibyśmy zareagować alergicznie, oprócz łóżek. Pozwalam rodzinie na relaks, a sama zabieram się do rozpakowywania bagaży, według wypracowanego systemu. Wkładam do szafy ubrania na każdą okazję, łącznie z balem kostiumowym, porządkuję je według koloru i zastosowania ( nawet w domu tego nie robię). Wyciągam z walizek: książki, gry planszowe, różowy obrus w kropki z pasującymi kolorystycznie serwetkami, świeczki zapachowe ( może wzięłam za mało?), świeczki przeciwko komarom, żel przeciwko kleszczom, maseczki pielęgnacyjne, okłady kolagenowe pod oczy, kocyki do dekoracji łóżek i kilkaset innych przedmiotów. Potem opadam na mój pledzik i zapadam w sen trwający średnio siedem godzin( pomimo jasnego dnia) pełen koszmarów, niedziałających telefonów ( nie mam zasięgu) i tykających zegarów.

Następnego dnia, średnio świeża, lecz zmotywowana do wartościowego spędzenia słonecznego dnia, zrywam się o świcie, nakładam na siebie jakieś zgrabne, kolorystycznie dopasowane ubranko, nakładam  plecak i udaję się do „miasteczka” w celu zakupienia prowiantu. Droga mi się trochę dłuży i cicho jakoś, komórka zaczyna działać, ale nie ma do kogo zadzwonić o tej porze. Znudzona samotną wędrówką nawiązuję przyjazną rozmowę z panią w sklepie: „Sklep otwarty do 22 godziny? To musi być straszne!”, mówię chcąc widocznie usłyszeć ten znajomy ton narzekania…”Spoookojnie”, mówi pani. Odchodzę, bo jakoś nam się nie klei ta rozmowa.

Wycieczkę do lasu poprzedza dokładne pokrycie każdego elementu ciała antyowadzim żelem. Na wypadek bardziej nasłonecznionych terenów dokładam jeszcze filtr 30+. W lesie zbieramy maliny i poziomki do plastikowych kubeczków( ha, pomyślało się wcześniej!). Nie możemy zjeść ich na miejscu ze względu na jakąś tam chorobę, roznoszoną przez siusiające na krzaki lisy. Najpierw trzeba owoce umyć!

Obiad jemy w barze u zawsze uśmiechniętej pani Beatki ( nie rozumiem tych ludzi), nie zamawiam niestety wyśmienitych pierogów z jagodami, bo nie chcę paradować cały dzień z czarnymi uzębieniem. Wieczorem robimy sobie elegancki piknik na pobliskiej łące, uważając, aby całą powierzchnią ciała znajdować się na pledziku w kratkę ( kleszcze). W nocy nie mogę zmrużyć oka, bo coś usiłuje się przemocą przegryźć do naszego pokoju. Sądząc po odgłosach, musi to być ogromnych rozmiarów!

Następny dzień…jak wyżej, tylko jakoś nie brakuje mi już tej komórki. Pytam pana Waldka, czy wie, że są tu jakieś gryzonie. Odpowiada z uśmiechem, że wie i odchodzi… Zastanawiam się też ( w kwestii malin) jak wysoko może nasiusiać taki lis?  Drżącą dłonią zrywam malinkę i połykam. Dobrze smakuje, taka brudna. Wieczorem siedzę na tarasie z cudownym widokiem na całe niebo i powoli zaczynam odczuwać jakiś dziwny stan…relaks chyba.

Kilka dni później. Może przyniosę znowu wszystko, na co mieliśmy zareagować alergicznie?  Moje nikłe zużycie garderoby nasuwa mi myśl, że chyba nie włożę już balowej sukienki. Nie przeczytam też pewnie książki o budowie mózgu, bo mój własny, jakoś nie bardzo chce być użytkowany. Zjadłam maliny z całego lasu, co przyznaję było konieczne, bo tyle razy się w nim zgubiłam, że w końcu trzeba było coś jeść. Leżę na trawie strasząc kleszcze moimi czarnymi od jagód ( najlepsze pierogi w okolicy) zębami. Patrzę bezmyślnie na kozę obgryzającą trawę , patrzę jak pan Waldek coś tam sobie reperuje, patrzę jak śliczna pani Kasia wiesza pranie, każda ta czynność wydaje mi się czymś niezwykle ważnym dla świata. Nie mam połączenia z Orange, ale mam uczucie, że zyskałam znowu połączenie z samą sobą. Akceptuję ten idiotyczny uśmiech na swojej twarzy:))

Wakacje mogą być naprawdę niebezpiecznym stanem ducha! 🙂 Korzystajcie z nich!

 

 

 

 

6 myśli nt. „Zupełnie nie o książkach, czyli mieszczuch na wakacjach…:)

    • Ciekawe określenie, które najpierw muszę chwilę przemyśleć:) ale że autorka tekstu w stanie typowo przedwakacyjnym, czyli mało rześkim, uznaję to za wyjątkowy komplement:)

  1. Opis przepiękny. Bajka!
    Taki całkiem po mojemu…
    Taki jakby ktoś czytał w moich myślach kiedy pakuję walizki i kiedy niezdecydowanie wkładam do ust pierwszą (obsikaną lub nie )jagodę zerwaną w lesie…
    I na dodatek pisząc to-mam ten ,,idiotyczny uśmiech na twarzy” bo zawsze raźniej gdy nie jest się tą jedyną wielokrotnie gubiącą drogę w lesie i do tego akceptującą ten stan rzeczy….
    Pozdrawiam.

    • No a już się bałam, że tylko ja staję przed podobnymi wyzwaniami:) Jak widać każda podróż najwięcej uczy nas…o nas samych. Dziękuję za wizytę na blogu i miłe słowa:)

    • Dziękuję za komentarz. Miejmy nadzieję, że nadchodzące wakacje będą nieustającym pasmem przyjemności i wszystkie „mieszczuchy” poczują, co oznacza słowo „relaks”:) Pozdrawiam serdecznie:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *