„Wyloguj się do życia”, Wiliam Powers, czyli droga do normalności…

ilustracje nowe 017
Wyloguj się, ale niekoniecznie natychmiast, chcę Cię bowiem za przykładem Wiliama Powersa zabrać do pewnego miejsca, które może wydać Ci się znajome…Wyobraź sobie, że stoisz pośrodku wielkiej sali wypełnionej po brzegi ludźmi. Niektórzy z nich należą do Twoich znajomych, inni mają zupełnie obce twarze. Każdy z nich wydaje się jednak na swój sposób z Tobą powiązany, wielu trąca Cię, aby zwrócić na siebie uwagę, inni podchodzą, aby przekazać Ci jakąś wiadomość. Niektórzy z nich zadają Ci jakieś pytanie i czekają na odpowiedź, inni chcą coś sprzedać lub wymagają od Ciebie jakiegoś działania. Są tacy, którzy zasypują Cię dziesiątkami historii o sobie albo pokazują swoje zdjęcia, na których jest ich pies, krzesło z przedpokoju i sałatka z łososiem zjedzona przedwczoraj. Wielu podchodzi po to, aby Cię pozdrowić i powiedzieć, że za Tobą  tęskni, inni stukają Cię tylko w ramię i idą dalej. Ty także stukasz i zaczepiasz innych, pokazujesz fotki ze swojej wycieczki w góry, samochodu, który chcesz sprzedać i wczorajszej pieczeni, opowiadasz dowcipy zasłyszane przed chwilą od innych. Wokół panuje atmosfera ekscytacji i zadowolenia. Czasem idziesz się trochę zdrzemnąć do swojego pokoiku, który nie ma ścian, ale za to gwarancję odwiedzin o każdej porze dnia i nocy. A od rana nowa porcja zaczepek, starych już dowcipów, przetrawionych sałatek i cudzych zachodów słońca.


Wiliam Powers jak prawie każdy z nas trafił dobrowolnie do tej sali, złożonej z ekranów naszych komputerów, komórek i innych technologicznych gadżetów. Wkroczył z entuzjazmem, radością, dumą z ogromu ludzkiego umysłu, który stworzył te wszystkie cuda, które połączyły świat i otworzyły nieograniczone możliwości. Korzystał w pełni z tych dóbr: zakładał skrzynki mailowe, zapraszał znajomych do portali społecznościowych i nurzał się w oceanie informacji. Trącał, był trącanym i kochał to. Aż do pewnej chwili, kiedy poczuł, że „świat ekranów” przesłonił mu ten prawdziwy, w którym wieje wiatr, świeci słońce i fruwają ptaki. Zauważył, że każdego wieczoru jego rodzina w magiczny sposób znika, każdy udawał się na spotkanie ze swoim ekranem. Opuszczali najbliższych, aby spotkać się z „dalekim światem” powierzchownych znajomości. Poczuł, że jako ludzie idziemy niekoniecznie we właściwym kierunku, że „zgiełk” nas otaczający wpływa negatywnie na funkcjonowanie naszego umysłu i na całe nasze życie. 

Na „Wyloguj się do życia” nie natrafiłam przypadkiem, już od dłuższego czasu miałam wrażenie, że natłok bodźców i przymus obowiązkowego połączenia z pozostałymi kilkoma miliardami ludzi sprawi, że pewnego dnia wyloguje się mój umysł. Chciałam więc poczuć w autorze bratnią duszę, utyskującą na dziwaczne drogi ewolucji i rozumiejącą chęć powrotu do korzeni. Pragnęłam partnera do wylewania żalów i zrzędzenia. Ale znalazłam osobę, która subtelnie i bez zacietrzewienia, delikatnie i filozoficznie przedstawia swoje racje, pokazuje obie strony medalu i przyznaje się do swoich własnych błędów.

Wiliam Powers pisze o brakującej głębi odczuwania i myślenia, którą zafundował nam cyfrowy świat. Obrazki przemykające przed naszymi oczami, proste informacje podane jak na tacy, reklama dobijająca się do naszych komórek mózgowych i tych w torebce, wszystko to nie pozostawia przestrzeni na przemyślenia, kontemplację, spotkanie z samym sobą. Nasze myśli są wiecznie rozproszone i rozdarte pomiędzy skrzynkami mailowymi, portalami społecznościowymi, stronami informacyjnymi i innymi „wspieraczami”. To co miało nam pomagać w pracy…o ironio…jest w istocie prawdziwym killerem wydajności. Badania niezależnych organizacji wykazały, że jednorazowy”, trwający jedną minutę „przeskok” na inną stronę np. w celu odczytania wiadomości mailowej, kosztuje nas kolejnych dwadzieścia minut powrotu do koncentracji. Nie chcę zamieniać wszystkiego na pieniądze, ale może lepiej  zobrazuję to uwagą, że  „wielozadaniowość” a innymi słowami, przeciążenie informatyczne, przyniosło tylko w USA straty ekonomiczne rzędu 900 miliardów dolarów! Nie dziwi więc fakt, że poszukiwane są rozwiązania, jakimi są przykładowo dni bez maili, czy zakaz sprawdzania firmowych skrzynek w dni wolne od pracy. Jeszcze niedawno każdy hotel nęcił swoich potencjalnych gości swobodnym dostępem do internetu, teraz istnieją już miejsca, które zachęcają ich brakiem. W niektórych trzeba nawet oddawać telefony komórkowe:)

Co poszukuje w tej lekturze Platon, Seneka czy Thoreau? Cóż, autor mając najwidoczniej wiarę, że pomimo lekko przeładowanych sieciowym śmietnikiem mózgów damy radę sprostać odrobinie filozofii,  uraczył nas wędrówką do przeszłości i pokazał jak wielcy myśliciele odnosili się do połączenia z innymi i jak odnajdywali w nim miejsce na samodzielne myślenie z dala od tłumu. Na ich przykładzie pokazuje czytelnikom, jak uwolnić się od negatywnego wpływu technologii, a zarazem w pełni korzystać z jej dobrodziejstw. Szata Platona nie miała z pewnością kieszonki na komórkę, nie był więc zagrożony ciągłymi sms-ami, ale również musiał czasami uciekać od ludzi, którzy pragnęli słuchać jego wywodów. My możemy przed wyjściem na spacer wrzucić komórkę do szuflady biurka, z całą pewnością w tym czasie nie będzie chciał połączyć się z nami nikt z centrali NATO:) Seneka odcinał się od tłumu poprzez koncentrację na jednej idei lub osobie, my możemy wylogować się z FB i zaprosić przyjaciela na spotkanie przy filiżance kawy. Twarzą w twarz. A jak chce pokazać nam zdjęcie dziecka i psa, to niech przyniesie je ze sobą, najlepiej wydrukowane na papierze, takie ogląda się najprzyjemniej.

Nie musimy, jak Thoreau, zamieszkać w chatce w lesie, ale możemy nasz dom uczynić miejscem spokoju i izolacji od zgiełku. Korzystajmy z cudów postępu i ograniczmy jego ogłupiający wpływ. Nie chcemy przecież, żeby ewolucja sprawiła nam nieoczekiwanego figla, a na klawiaturze laptopa pojawił się kiedyś włochaty paluszek naciskający przycisk Enter:) Zanim to się stanie, wylogujmy się do życia, choć czasami!

„Wyłącz komputer. Będziesz też musiał wyłączyć telefon i odkryć wszystko, co ludzkie wokół nas. Nie ma nic lepszego niż trzymanie za rękę swojego wnuka, kiedy stawia pierwsze kroki…” Słowa te padły z ust Erica Schmidta, dyrektora generalnego Google. Teraz już możecie się wylogować…

koszyk_blog

2 myśli nt. „„Wyloguj się do życia”, Wiliam Powers, czyli droga do normalności…

  1. Niby prawda…ale zamiast kompa były karteczki czyli ,,pamiętacze”,a internet ( czyt. wiedza) był w bibliotece. Lipa biorąc pod uwagę czas stracony. Jedno wspólne to to, że jeśli nie chcesz to i tak nie będziesz mieć wiatru we włosach i nie zauważysz,że dzieci mają swoje dzieci… Mała iskierka nadziei jednak jest. Niech o tym piszą wszem i wobec- ktoś wreszcie przeczyta i zgasi ten cholerny ekran.
    I.

    • Różnica jest chyba taka, że z biblioteki korzystało się w jakimś konkretnym celu, nie słyszałam o nikim, kto stał się nałogowym użytkownikiem biblioteki:) choć to dość zabawny pomysł. I jednak dla mnie wiedza książkowa i „wiedza” internetowa to dwie inne półki. Wartościowych i wiarygodnych treści w necie jest mało, mało i coraz mniej. Autor tej książki pisze przede wszystkim o głębi, której nie daje nam internet, wszystko co „głębokie” dzieje się poza nim. Ale oczywiście wszystko w rozsądnych proporcjach jest dla ludzi, w końcu to XXI wiek:) Pozdrawiam i dziękuję za komentarz. D.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *