Muminki kontra XXI wiek

książki ilustracje 013

Kiedyś, kiedyś spędzałam długie wieczory zajadając „mordoklejki” z „Muminkami” w dłoni. Książki Tove Jansson wzbudzały we mnie tak ogromne emocje, że całą sobą zamieszkałam w Dolinie Muminków, odbywałam długie filozoficzne rozmowy z Muminkiem, przymierzałam kapelusz Włóczykija i pożyczałam czasami, jedyną w swoim rodzaju torebkę od Mamusi Muminka. Ale przychodziły też chwile pełne grozy, gdy razem z innymi ukrywałam się w lesie, oczekując najgorszego, czyli…BUKI. Do dziś imię to sprawia, że wstrzymuję oddech.
Kilkadziesiąt lat później, z wielkim podnieceniem czytałam „Muminki” przed snem mojemu synowi. Gnieździłam się wygodnie w pościeli z groźnymi rekinami, a mały wpatrywał się we mnie z najwyższą koncentracją, aby nie uronić ani jednego słowa. Dopiero po kilku dniach zrozumiałam, że skupia się, ale po to…aby nie zasnąć. Moje rozczarowanie było wielkie, ale miałam jeszcze jedną szansę, aby obronić honor mojej ukochanej książki…moją córkę. Kilka lat później, tym razem w łóżeczku z rusałkami, odbył się ten sam scenariusz, ale podsumowany stwierdzeniem: „Przecież w tej książce, nic się nie dzieje!”
Jak to nic??! A wybuchające wulkany? Spadające meteory? Groźne wodospady? No i wreszcie…BUKA?! BUKA! Przecież w tych książkach aż roi się od czyhających niebezpieczeństw! Kiedy moje wzburzenie opadło, zostałam skonfrontowana ze smutną rzeczywistością: dla współczesnego dziecka, te wszystkie gwałtowne zwroty akcji musiałyby się znaleźć na jednej stronie, no przynajmniej w jednym tomiku. Buka musiałaby skradać się za każdym rogiem, Dolina Muminków musiałaby znajdować się na czynnym wulkanie, który zostałby w końcu zniesiony z powierzchni Ziem, przez ogromny meteoryt. Wtedy, nikt by nie zasnął…
Nie możemy zmienić tego, że nasze dzieci potrzebują więcej bodźców, urodziły się bowiem w świecie, który pędzi do przodu w przedziwnym tempie. Dla nas, wychowanych na Misiu Uszatku, dzisiejsze Dobranocki są kaskadą dźwięków i ekspresowo zmieniających się obrazków. Wkoło dryndają, śpiewają, czasem nawet muczą, telefony komórkowe wypełnione po brzegi szybkimi i niekoniecznie mądrymi grami. Wszystko drga, pulsuje, galopuje…a po Dolinie Muminków przechadza się krokiem myśliciela Włóczykij. Czy nie ma nadziei dla Muminka, Kubusia Puchatka, czy gromadki dzieci z Bullerbyn? Czy musimy pogodzić się z tym, że nasze dzieci nigdy nie poznają ich losów?
Niekoniecznie, jednak zapoznajmy dzieci z naszymi ukochanymi lekturami wcześniej, zanim ich świat nabierze takiego rozpędu. Pogódźmy się z tym, że książki, które czytaliśmy samodzielnie, będąc uczniami drugiej, czy trzeciej klasy będziemy musieli czytać naszym dzieciom już w przedszkolu, później nie będą one dla nich już interesujące. Pozytywną stroną takiego obrotu sprawy jest to, że jeszcze raz będziecie mogli całą piersią wdychać powietrze Doliny Muminków i kulić się ze strachu na myśl o Buce. Nie zwracajcie wtedy uwagi na zdziwione spojrzenia Waszych dzieci. One tego nie zrozumieją…są w końcu z innego tysiąclecia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *