„Mapy”, czyli nasza wyprawa do Mongolii

mongolia- na bloga 002

„Mapy” leżały pod naszą ubiegłoroczną choinką i wywołały zachwyt całej rodziny. Ta książka to prawdziwe cudo graficzne, obrazkowe mapy kontynentów i poszczególnych krajów, pełne szczegółów i ciekawostek. Ale prawdziwą wartość tej lektury poznałam nieco później. Naszą ulubioną zabawą stało się losowanie jednego kraju, który miał się stać celem kolejnej podróży ( przynajmniej tej, w wyobraźni) i wyszukiwanie jego największych zalet i atrakcji. Każdy z nas chciał pochwalić się „swoim” krajem, jego przyrodą i szalonymi możliwościami spędzania wolnego czasu.

Z czasem zachciało nam się więcej. Znacznie więcej. Postanowiliśmy w każdym miesiącu świętować uroczyście dzień wybranego kraju. Każdy członek rodziny miał miesiąc na przygotowanie informacji, ciekawostek, odpowiedniej muzyki, przepisów kulinarnych itd. Zanim podzieliliśmy się zadaniami, nadeszła chwila pierwszego losowania.
Wybór padł na …Mongolię, kraj dzikich stepów i …dzikich stepów, jak mi się początkowo wydawało. Zdjęcia w Internecie były zachwycające: otwarte przestrzenie, nieskażona natura, ludzie o krzepkiej budowie i czerstwych twarzach ,szamani, myśliwi na koniach, z orłami na ramieniu. Z biblioteki wróciłam ze stosem książek i filmem o Czyngis – chanie, który obejrzeliśmy jeszcze tego samego wieczoru. W wolnych chwilach, poszukiwałam w sieci przepisu na jakiś mongolski specjał, który nasze europejskie żołądki potrafiłyby strawić. Cóż, Mongolia to kraj dla twardych ludzi.
Nadszedł wielki dzień, w którym po naszym domu krążył duch Czyngis – chana, w powietrzu unosiły się dziwne aromaty kuchenne, przemieszane z zapachem stepu. Stół nakryty był w barwach mongolskiej flagi, dekoracje przygotowała moja czwartoklasistka. Nastolatek ( który oczywiście pasująco do wieku, z dystansem podchodzi do takich rozrywek) przygotował kilka zwrotów w języku mongolskim. Zabrzmiał dźwięk mongolskiego hymnu, który wysłuchaliśmy z całym, należnym hymnowi szacunkiem, a następnie z męstwem godnym wojownika, skonsumowaliśmy tradycyjną strawę. Potem wymienialiśmy zebrane informacje, opowiadaliśmy legendy mongolskie, oglądaliśmy zdjęcia. Uwieńczeniem całości był quiz wiadomości, ze słodkimi nagrodami.
To był naprawdę wspaniały dzień, inspirowany książką. Kraj, o którym nie wiedzieliśmy nic, nagle stał się nam wyjątkowo bliski.To już nie były tylko stepy, ale bajkowe przestrzenie w których władcą jest ciągle jeszcze natura. Wciąż jeszcze czuję na sobie ostre powietrze, powiew wiatru, a skrzydła orłów przesłaniają mi „mongolskie niebo”. Świat czeka na ciekawskich, nawet jeśli niektóre podróże odbywają się między stronami…

Bye-arsh-te …czyli… Do widzenia. Kolejna podróż czeka. Nie napiszę dokąd, zdradzę tylko, że już uczę się tańczyć Flamenco:)

„Mapy”, Aleksandra i Daniel Mizielińscy

http://ksiegarnialuna.com/mapy-obrazkowa-podroz-po-ladach-morzach-kulturach-swiata-p-875.html

Książki o Mongolii:
„Mongolia. Wyprawy w tajgę i step”, Bolesław A. Uryn
„W świecie jurt i szamanów”, Bolesław A. Uryn
„Wszyscy jesteśmy nomadami”, Małgorzata Dzieduszycka -Ziemilska
„Opowieść ojca. Przez mongolskie stepy w poszukiwaniu cudu”, Rupert Isaacson
Dla dzieci:
„Baśnie z azjatyckich stepów”, Magdalena Łakuta
„Wyprawa niesłychana Benedykta i Jana”, Łukasz Wierzbicki

http://ksiegarnialuna.com/wyprawa-nieslychana-benedykta-jana-p-2941.html

„Wróżby dla Kuźmy”, Łukasz Wierzbicki

Film:
„Czyngis-chan” 2007r

2 myśli nt. „„Mapy”, czyli nasza wyprawa do Mongolii

  1. Książka jest w naszym posiadaniu od Wielkanocy, a nasze dzieci maja dopiero 6 lat i roczek, ale już wiem, ze Wasza zabawa będzie inspiracją do naszych zabaw z mapami. Pozdrawiamy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *