„Moja mama gorylica”, Frida Nilsson

moja mama gorylica

Dom dziecka Czysty Kąt nie jest najbardziej przyjaznym miejscem na świecie. Zgodnie z nazwą, bardzo dba się tu o higienę, w całym budynku błyszczy i pachnie mydłem, ale troska o wychowanków stoi tu na bardzo odległym miejscu. Dziewięcioletnia Jonna nie należy do ulubieńców kierowniczki Gerd, jest bardzo chuda, nieszczególnie wypielęgnowana i notorycznie zapomina o myciu rąk. Dziewczynka marzy o pięknej, pachnącej mamie, która pewnego dnia pojawi się w domu dziecka i zaadoptuje właśnie JĄ! Pewnego dnia, z piskiem opon podjeżdża stare, wysłużone volvo i wysiada z niego przyszła mama Jonny. Jednak jej wygląd i zachowanie różnią się odrobinkę od wyobrażeń dziewczynki…

Nie, nie ma eleganckiej, wyperfumowanej sukienki. Nie jest też szczególnie delikatna i subtelna. Raczej ogromna, włochata i bardzo energiczna. Jak to gorylice…

Wychowankowie Czystego Kąta są przerażeni i uciekają w popłochu, jako jedyna na miejscu pozostaje Jonna, niezdolna do żadnego ruchu. I to właśnie ona zostaje wybrana. Kierowniczka zgadza się na adopcję, już od dłuższego czasu zastanawiała się co zrobić z nadliczbowym dzieckiem, taka okazja mogła się już nie zdarzyć!

Jonna odjeżdża z nową mamą do starego budynku fabryki, gdzie zamieszkają razem. Kiedy okazuje się, że gorylica nie zamierza jej zjeść, oddycha z ulgą, ale ciągle jeszcze nie jest zachwycona nowym miejscem. Dom jest mocno zaniedbany i pokryty pajęczyną, a w zlewie piętrzą się brudne naczynia. Gorylica nie jest pedantką, utrzymywanie porządku jest dla niej niezbyt ważne. Ale jak się okazuje, ma wiele innych zalet, które sprawiają, że Jonna powoli zaczyna cieszyć się nowym domem. Każdego dnia pracują razem na złomowisku gorylicy, namawiają klientów na kupno średnio przydatnych, starych gratów, jedzą kanapki z jajkiem i czytają książki, których w tym miejscu jest zatrzęsienie. Ale złowrogi Tord, chcący ponad wszystko odkupić działkę, na której stoi złomowisko, snuje podłe plany, które zakłócą pogodne życie nowej, człowieczo – gorylej rodziny.

Przyznam, że uwielbiałam tę lekturę już po przeczytaniu pierwszej strony. Cóż to za przyjemność czytać książkę, w której każde zdanie ma sens, jest zrozumiałe i potrzebne, w której absurdalna sytuacja staje się dla czytelnika czymś zgoła…codziennym i wszystkie stereotypy okazują się tylko zamkami z piasku! Czytając uśmiechałam się nieustannie, wybuchałam śmiechem i napawałam się ogromną ilością ciepła, emanującego z tej książki. Pokochałam gorylicę nie mniej, niż jej adoptowana córka. Gorylicę w wielkich pantalonach i sukience w kwiatki, gorylicę marzącą o własnym antykwariacie i zaczytującą się w Dickensie, gorylicę pełną fantazji i gorylicę z najlepszą ludzką intuicją. Gorylicę, która była najbardziej troskliwą, mądrą i uważną matką.

Kiedy skończyłam czytać, zastanawiałam sie, czy nie zacząć od nowa. Wpadłam jak widać w sidła dużej, ciepłej, włochatej mamy, która potrafi dodać blasku najprostszym rzeczom, najbardziej błahym sytuacjom. Cudowna! Przeczytajcie koniecznie!

koszyk_blog

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *