„Machiną przez Chiny”, Łukasz Wierzbicki

ilustracje na bloga 8.06 008kopia

Któż z nas nie chciał wyruszyć kiedyś w „podróż nieznaną”, nie bacząc na trudy, brak gotówki i lęk przed oczekującym nas „obcym” i „nowym”? Są tacy, którzy naprawdę to robią, wychodzą naprzeciw przygodzie, przyjmując zarówno radości, jak i wyzwania, jakie ona przynosi.
Jest rok 1934. Halina I Stach Bujakowscy wyruszają swoim starym motocyklem o zawrotnej sile 10 koni mechanicznych w podróż poślubną, która ma prowadzić przez całą Europę i Azję, aż do Szanghaju. W drodze są rok i siedem miesięcy, jest to czas, który już na zawsze zmieni ich życie. Brną „machiną” przez pustynie, śnieżne zaspy Persji, birmańską dżunglę. Często nocują w namiocie, lub pod gołym niebem, a swoimi, czasem skromnymi posiłkami, dzielą się z malutką adoptowaną przez nich niedźwiedzicą. Pomimo, że nie omijają ich znoje i małe katastrofy, podróż jest dla nich nieustającym źródłem natchnienia i radości.

Halina pisze dziennik, który chce po powrocie wydać w formie książki, niestety, wybuch wojny niweczy te plany. W 2004 roku siostrzeniec Haliny odnajduje jej notatki, a Łukasz Wierzbicki podejmuje się przygotowania ich do druku. W 2011 roku ukazuje się książka „Mój chłopiec, motor i ja. Z Druskiennik do Szanghaju 1934 – 1936”, a trzy lata później, wersja dla dzieci, czyli „Machiną przez Chiny”.
Łukasz Wierzbicki jest jednym z moich ulubionych autorów dla dzieci i szczerze mówiąc wybrałabym się z nim na każdą opisaną przez niego wyprawę. Rowerem przez Afrykę ( Afryka Kazika), konno przez Mongolię ( Wyprawa niesłychana Benedykta i Jana) , a już z pewnością, rozklekotanym motorem do Chin ( Machiną przez Chiny).
Właśnie przed chwilą skończyłam czytać tę ostatnią książkę. Skończyłam i zaczęłam oglądać ją od początku do końca, studiować jeszcze raz każde zdjęcie, czytać wybrane fragmenty…po prostu nie mogłam rozstać się z nią i jej bohaterami. Podziwiam ich zapał, siłę ducha, poczucie humoru i dystans do mniejszych i większych problemów. Zazdroszczę Stachowi podróży z tak uroczą towarzyszką jak Halina, która była nie tylko bardzo dzielną młodą damą, ale swoim urokiem i romantyzmem dodawała blasku każdej wspólnej chwili. I wyglądała pięknie nawet pośrodku dżungli. Zazdroszczę też Halinie podróży ze Stachem, potrafiącym odnaleźć rozwiązanie w każdej sytuacji, będącym uosobieniem spokoju, rozsądku, ale równocześnie fantazji ( no bo kto inny wydałby ostatnie pieniądze na niedźwiedzia?:) Łukasz Wierzbicki i ilustratorka Marianna Oklejak, przywołali ten wspaniały duet na nowo do życia i uczynili to z wielką gracją i ogromną porcją ciepła. Pokryta pyłem maszyna z Haliną i Stanisławem na pokładzie, wyjeżdża wprost ze stron tej książki, z głośnym burczeniem silnika i śmiechem wspaniałych podróżników.

Tym razem, dojedzie z pewnością nie tylko do Szanghaju, ale także do serca każdego czytelnika.
Życzę im cudownej podróży!

 

http://ksiegarnialuna.com/machina-przez-chiny-p-3174.html

2 myśli nt. „„Machiną przez Chiny”, Łukasz Wierzbicki

  1. Pingback: Łukasz Wierzbicki » Blog Archive » “Machiną… do serca każdego czytelnika”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *