Liczenie krów za oknem, czyli o podróżach z dziećmi…

podróże z dziećmi 001
Czarodzieje to mają dobrze! Przemieszczają się za pomocą magicznych przedmiotów – świstoklików, w najdalej położone miejsca na Ziemi. Wskakuje czarodziej na taki…powiedzmy stary, nikomu niepotrzebny bucik bez pary, kilka machnięć różdżką, jakieś zaklęcie i fruu…już się jest na drugiej półkuli. Tak to robił Harry Potter.

Tak…wiem, że to tylko książka, ale jednak, przed każdą wakacyjną podróżą uważnie przyglądałam się każdemu przypadkowo leżącemu przedmiotowi. Może jednak się uda? Ryzyko, że coś może pójść nie tak, np. mogę nie przemieścić się w całości, nie wydawało mi się aż tak przerażające w porównaniu z wizją bezpiecznej, wakacyjnej…podróży z dziećmi.

Zawsze byłam do każdej świetnie przygotowana. Zawsze miałam doskonale obmyślony plan. Zawsze uważałam się za szczególnie sprytną. Wsiadałam do samochodu z miną zwycięzcy, co wzbudzało w moich dzieciach wyraźny respekt. Byłam przygotowana na spokojną podróż, podczas której zrelaksowanym spojrzeniem spoglądam na przepływające za oknem krajobrazy, przeglądam czasopisma z kolorowymi zdjęciami, pogryzając jabłko i delektując się każdą chwilą. Sama błogość, na którą tak zasłużyłam…

„Chce mi się pić!”, donośny głosik przerywa mój stan szczęśliwości, po około trzech minutach od wyjazdu z domu. Spokojnie szukam butelki z wodą w przepastnej torbie. „Mnie też!”, pada dokładnie w tym momencie, kiedy zdążyłam już ponownie rozciągnąć się na siedzeniu. Szukam drugiej butelki.
„Jestem głodna!” Jakże może być inaczej, śniadanie w domu skończyło się przecież przed dziesięcioma minutami. Cierpliwie odwijam każdą z kilkunastu kanapek, aby znaleźć tę, w której nie ma ani sera, ani wędliny. Kiedy mi się udaje, z drugiego siedzenia pada pytanie o kanapkę z serem, ale bez masła…zaczynam odwijanie od nowa. Wciskam pociechom jedzenie, trunki i znowu siadam wygodnie. Kątem oka widzę przymykające się powieki. Jest dobrze.

„Jest tak nudno!!!
Cicho, nie budź siostry!
Ale jest taaaak nudno!”
Spokojnie proponuję książkę, potem właśnie kupioną gazetkę dla dzieci, wyciągam z torby kilkanaście zabawek „doskonałych na podróż”. Nic nie wzbudza aprobaty, ale wymęczony drogą ( pół godziny od domu) zgadza się na głośne czytanie. Ale nie z tak daleka! Z mało przyjaznym wyrazem twarzy, ryzykując życie, przepełzam na tylne siedzenie i wciskam się w małą lukę pomiędzy dwoma dziecięcymi siedzeniami. Szkoda, że nie muszę jeszcze kierować pojazdem, to byłoby dopiero wyzwanie! Czytam, wymyślam zabawy, zachęcam do liczenia wiatraków za oknem, krów, czerwonych samochodów, ludzi o podejrzanym wyglądzie. W końcu otwieram torbę przeznaczoną na wyjątkowo czarną godzinę, wypełnioną niebieskimi lizakami i żelkami zrobionymi pewnie dokładnie z tego samego materiału, co ich opakowanie. Pierwszy żelek ląduje w moich ustach.

Po długim czasie, z objawami skurczu wszystkich kończyn, udaje mi się wrócić na wygodne, szerokie, przednie siedzenie. Rozciągam nogi, zachłannie połykam kanapkę. Donośny głosik mojej córki obwieszcza: że już nie śpi, że chce siku i to natychmiast, że ta podróż nie ma końca! Co prawda, to prawda…

Dalszy ciąg podróży zawierał: teatrzyk kukiełkowy na oparciu mojego fotela. Publiczność bardzo zadowolona. Śpiewanie piosenek do zdarcia gardła…niezadowolony kierowca. Słuchanie CD o małej królewnie…jedna zadowolona osoba, trzy chcące wyskoczyć z jadącego samochodu. Poza tym: kilka razy rozpaczliwie szukaliśmy toalety, zmienialiśmy popaćkaną garderobę, rozpaczliwie szukaliśmy zaginionej przytulanki i długo analizowaliśmy ( ja nie) mój zły humor. Gdy dotarliśmy do celu zamierzałam stracić przytomność, ale musiałam zrezygnować, bo nikt nie mógł znaleźć pluszowej krowy, bez której sen mojego syna był niemożliwy. Potem nie mogłam zmrużyć oka z myślą, że już za dwa tygodnie czeka mnie podróż powrotna.

Małe i duże wyprawy z dziećmi naprawdę sprawiają przyjemność, ale dotarcie z punktu A do punktu B jest prawdziwym wyzwaniem, nawet dla zaprawionych rodziców. Jeśli słyszeliście przypadkowo o dziecku, które przez cały dwugodzinny lot samolotem, zabawiało wszystkich przeraźliwym wrzaskiem, to przyznaję, że chodzi tu o moją, wtedy półtoraroczną córkę. Cała załoga i wszyscy współpasażerowie byli zdecydowani na opuszczenie pojazdu.

Tak to już bywa, dzieci są zmęczone, jest im niewygodnie, brakuje utartych domowych schematów, własnego łóżeczka, poduszki, czy Boba Budowniczego. Swoją własną podróż znakomicie opisała Zofia Stanecka w książce: „Basia i podróż”. W tej lekturze, na tylnym siedzeniu, siedzi trójka marudzących, kłócących się i rozgniatających ciastka dzieci, a mama musi sprostać nie tylko tej gromadce, ale również odpadającej rurze wydechowej i innym wyzwaniom godnym największych podróżników. Czytając pękamy ze śmiechu, nie bacząc na „cierpienia” bohaterki. Po latach śmiejemy się z godzin wymęczonych w samochodach, autobusach, pociągach, samolotach i dziecięcych głosików pytających raz po razie: ”Daleko jeszcze?”

Daleko, daleko…może policzymy zatem wszystkie krowy za oknem? A potem zaśpiewajmy coś o wakacjach, gotowi?!

Książki „na drogę”:
„Basia i podróż”, Zofia Stanecka
http://ksiegarnialuna.com/basia-podroz-p-3011.html

„Podróżuj z dzieckiem”, Anna, Krzysztof Kobusowie
http://ksiegarnialuna.com/podrozuj-dzieckiem-poradnik-praktyczny-p-2576.html

„Daleko jeszcze?”, Marcin Przewoźniak
http://ksiegarnialuna.com/daleko-jeszcze-czym-zajac-dzieci-czasie-podrozy-p-2910.html

„W podróży czas się nie dłuży”, Lilli L’Arronge
http://ksiegarnialuna.com/podrozy-czas-sie-nie-dluzy-p-3225.html

 

4 myśli nt. „Liczenie krów za oknem, czyli o podróżach z dziećmi…

  1. Hahaha, taaa. Ja pamiętam, że kiedyś jeszcze z rodzicami bawiłam się w samochody. Mówiło się numer od jeden do dziesięciu – załóżmy osiem. I odtąd trzeba było liczyć nadjeżdżające z naprzeciwka samochody. Ósmy to mój samochód i potem przechwałki. 😀 (mam dwóch braci)
    shelf-of-books.blogspot.com

  2. A myślałaś kiedyś o tym,że mogłabyś napisać własną książkę??Kiedy tak czytam Twoje teksty,nabieram coraz większej pewności,ze zrobiłabys karierę:)..Poważnie..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *