Kreatywne szkoły. Oddolna rewolucja, która zmienia edukację, Ken Robinson

kreatywne szkoły okładka

Pamiętacie z dzieciństwa ten moment, kiedy po wakacyjnej przerwie przekraczaliście szkolne progi? Cóż to była za radość, znowu zobaczyć znajome miejsca i powitać dawno niewidzianych kolegów! Niestety, mój entuzjazm pryskał jak mydlana bańka już po kilku dniach zajęć. Lekcje były dla mnie albo zupełnie niezrozumiałe albo śmiertelnie nudne, głos nauczyciela ginął po pewnym czasie w obłoku marzeń, a moja szkolna ławka miała wyciśnięty po wsze czasy odcisk mojego policzka. Wiele lat później, moja córka kontynuuje rodzinną tradycję: marzy, śpi i śni, nie pasuje do szuflady, w której siedzą śmiałe, zręczne i nieskomplikowane dzieci i nosi bez dumy plakietkę leniwego i niezaangażowanego ucznia. To samo dziecko rozpoczynało kilka lat wcześniej naukę z największym entuzjazmem, jaki można sobie wyobrazić, z zachwytem, otwartością i ogromną ciekawością świata. Jak widać, edukacja nie zawsze idzie w parę z motywacją, inspiracją, a nawet z „nauczeniem”. Smutne.

Ken Robinson nie poddaje się temu smutkowi. Jego nowa książka ma nie tylko budzić nadzieję na to, że szkoła może stać się zupełnie innym miejscem, ona ma pokruszyć od dołu fundamenty tego zastygłego od lat systemu, w którym uczeń jest tylko mało znaczącym trybikiem w wielkiej machinie. Tak naprawdę, ważny jest człowiek i to do niego powinna dostosować się edukacja, do każdego pojedynczego dziecka, jego zdolności, zainteresowań, tempa pracy. Utopia? Raczej marzenie, na którym może wyrosnąć lepsza przyszłość. 

„Efektywne  nauczanie to nieustanny proces dostosowywania, oceniania i reagowania na energię i zaangażowanie uczniów”. Z pewnością nie ma to wiele wspólnego z „przerobieniem materiału”. Mam wrażenie, że program nauczania stał się w naszych szkołach bogiem, któremu służą nauczyciele i uczniowie. Każdego dnia bije się przed nim pokłony, nie zważając nawet na to, czy dzieci dobrze zrozumiały materiał. Program musi zostać przerobiony, strony zeszytów ćwiczeń muszą pokryć się pismem od pierwszej do ostatniej strony, każde najbardziej bezsensowne ćwiczenie ma być poddane dokładnej analizie dziecka i najczęściej rodzica. A przecież szkoła jest dla uczniów, a nie dla programu. To oni powinni stać na pierwszym planie, ich potrzeby, ich zdolności, ich przyszłość! Każdy mały człowieczek powinien czuć się ważny i potrzebny, kiedy tak się stanie, zdobywanie wiedzy będzie procesem dużo łatwiejszym i przede wszystkim przynoszącym radość

Ken Robinson pisze o tym, że nauczyciel powinien być mentorem wskazującym drogę każdemu uczniowi. Przedstawia przykłady zaangażowanych nauczycieli, dzięki którym dzieci ( także z rodzin ubogich, nie mających dużych szans na porządne wykształcenie) rozkwitały i ukazywały niesamowite talenty. Pedagodzy ci zobaczyli w każdym „przetwarzaczu materiału” człowieka, a nie śrubkę w maszynerii i dali szansę na to, aby uczniowie uczyli się tego, co interesuje ich. Nie znaczy to jednak, że ich starania ograniczały się nagle do jednego przedmiotu czy gry w piłkę. Kiedy młodzi ludzie poczuli, że komuś na nich zależy i że ich naturalne zdolności są ważne, z reguły byli tak zmotywowani, że robili duże postępy w każdej dziedzinie.

Nauczanie bezpośrednie, czyli codzienny „wykład” nauczyciela także nie powinien być dominującym elementem nauczania. Czy ktoś jeszcze wątpi w to, że nauczanie przez działanie, dyskusję, wzajemną pomoc, przynosi więcej i to nie tylko dzieciom w szkole podstawowej? Każdy uczeń powinien mieć także możliwość nauki we własnym tempie, nie zostaliśmy w końcu wyprodukowani na fabrycznej taśmie, co zdają się zakładać systemy edukacji.
„Demokratyczne szkoły”? To nie wytwór wyobraźni, one naprawdę istnieją! Dzieci mają tam prawo współdecydowania o tym, czego i w jakim tempie będzie się uczyć, ich głosy są równie ważne jak głosy dorosłych. Uczniowie uczą się samodzielności, podejmowania decyzji i wyrastają na pewnych swojej wartości dorosłych. Pierwsza szkoła demokratyczna została założona w 1921 roku w Wielkiej Brytanii, obecnie działa ich już ponad 200 na całym świecie, w tym kilka w Polsce.

Ken Robinson wiele miejsca poświęca kreatywności, jest ona również tematem jego wcześniejszych książek. „Kreatywność ma swoje źródło w mocy, którą wszyscy posiadamy z samej natury bycia istotą ludzką. Jest możliwa w każdej dziedzinie ludzkiego życia: w sztuce, matematyce, inżynierii, nauczaniu, gotowaniu, polityce, biznesie, we wszystkim.” Kreatywne nauczanie, czy to jest możliwe? Owszem, co potwierdzają opisane przez autora historie, które wywołują uśmiech na twarzy czytającego. Chciałabym się znaleźć w klasie, gdzie właśnie odbywa się lekcja muzyki, którą prowadzi Neil Johnston. Używa on nowoczesne media do twórczej zabawy z muzyką, a na jego zajęciach wszyscy uczniowie są nad wyraz skupieni i pełni entuzjazmu. Nie jest łatwo dotrzeć z wiedzą do znudzonych dzieci, ale jeśli komuś się to uda, podziała to jak iskra, która może rozniecić prawdziwy ogień.

Wiedza o tym, czego się uczy jest oczywiście niezbędna, ale nie mniej ważna jest umiejętność zainspirowania uczniów, aby chcieli się uczyć.”Wspaniali nauczyciele są sercem wspaniałych szkół”, i dlatego nie powinno się oszczędzać na szkoleniach i przygotowywaniu ich do wykonywania tego jakże ważnego zawodu. Ale edukacja nie powinna opierać się tylko na pedagogach, książka pokazuje wspaniałe przykłady współpracy szkół z lokalną społecznością, co przynosiło nadzwyczajne efekty. Integracja placówek nauczania ze światem wokół nich przenosi je na zupełnie inny poziom. Nabywana wiedza staje się mniej „sztywna” i oderwana od rzeczywistości, a uczniowie nabywają wiele praktycznych umiejętności, potrzebnych w dalszym życiu.

Przyznam, że początkowo przytłoczył mnie ogrom wiedzy, który niesie ze sobą ta lektura. Opisałam skrótowo tylko kilka zagadnień, a cały czas miałam uczucie, że być może pominęłam najważniejsze. Tam ważne jest wszystko. Ale tym osobom, które nie zamierzają zgłębiać tej lektury, a są w jakikolwiek sposób związani ze szkolnictwem, dedykowałabym to zdanie: ” Podstawą efektywnej edukacji jest pobudzenie entuzjazmu uczniów do nauki…” Mam nadzieję, że już wkrótce w niepamięć pójdą te czasy, kiedy niezainteresowany uczeń określany był jako leń albo nieuk. Dzieci mają naturalną zdolność do nauki i kreatywny potencjał, ale nie każde z nich podporządkuje się szkolnym zasadom i ogólnej standaryzacji. Nie mówiąc już o nudzie, która może uśpić największego geniusza.

Udajmy się na moment do świata marzeń i obudźmy małego śpiocha, który właśnie zapadł w drzemkę na szkolnej ławce. Zapytajmy, czym się interesuje i czego by się dzisiaj chętnie nauczył. Wyjdźmy z nim ze szkoły, w końcu uczy się o świecie, który jest poza nią. Dajmy mu rozwinąć skrzydła, bez nich nie wniesie się na wyżyny wiedzy. I dajmy mu wreszcie odczuwać radość z nauki!

Przeczytajcie „Kreatywne szkoły„, tej rewolucji nie powinno się odkładać na później!

koszyk_blog

 

 

 

 

 

 

 

 

3 myśli nt. „Kreatywne szkoły. Oddolna rewolucja, która zmienia edukację, Ken Robinson

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *