Jezioro łabędzie, z serii Czytam sobie, Ewa Nowak

Jezioro łabędzie

Cztery baletnice trzymające się za ręce „wpływają” na scenę. Widzowie wstrzymują oddech z podziwu. Chyba każdy z nas zna tę scenę z „Jeziora łabędziego” Piotra Czajkowskiego, ale tylko niewielu wie, jak dramatyczne były losy tego baletu. Najsłynniejsze przedstawienie baletowe świata, było równocześnie najbardziej pechowym, a sam kompozytor nie dożył jego sukcesu. Ewa Nowak opowiedziała historię, która zainteresuje nie tylko początkujących czytelników. Słyszycie już dźwięki oboju? Kurtyna w górę!

Piotr Czajkowski był już znanym kompozytorem, kiedy poproszono go o stworzenie muzyki do baletu. Zainspirował go krótki balecik, który napisał dla swoich siostrzenic i siostrzeńców. Bajkowym tematem była historia dziewczyny zaklętej w łabędzia. Czajkowski każdego dnia kilka godzin spędzał przy fortepianie, popołudniami zaś udawał się nad staw, gdzie obserwował łabędzie. Chciał wiedzieć wszystko o ich zwyczajach, ułatwiało mu to jego pracę.

DSC_1219

Kompozytor był zadowolony z swoich kompozycji, ale muzyka jest tylko częścią przedstawienia baletowego. Teatr, który miał je wystawiać nie miał zbyt wiele pieniędzy, dlatego oszczędzano na wszystkim: dekoracjach, kostiumach, nawet baletkach. Choreografię przygotował średnio zdolny baletmistrz, a na skutek pechowych igraszek losu, zamiast primabaleriny Anny Sobieszczańskiej, wystąpiła słaba tancerka. Nic dziwnego, że „Jezioro łabędzie” poniosło kompletną klapę. Nikt nie chciał go oglądać, pomimo wspaniałej kompozycji.

Ale na szczęście znalazł się człowiek, którego zachwyciła muzyka Czajkowskiego i sam pomysł  przedstawienia. Marius Petipa – znany francuski tancerz i choreograf wiedział, że z tego baletu można zrobić coś naprawdę doskonałego…
O tym, jak potoczyły się dalsze jego dalsze losy musicie przeczytać sami. Piotr Czajkowski  nie dożył niestety sukcesu baletu, tak to bywa z wielkimi dziełami, że potrzebują czasami dłuższego czasu, aby ludzie mogli do nich „dorosnąć”.

DSC_1220

Niewielka książeczka z ogromną porcją wiedzy, Ewa Nowak naprawdę zadała sobie wiele trudu, aby przekazać dzieciom tę historię, a równocześnie uczynić ją odpowiednim materiałem dla początkujących czytelników. Moim zdaniem, autorka świetnie poradziła sobie z tym wyzwaniem. Opowieść napisana jest prostymi słowami, ale w bardzo ciekawy sposób, dzieci poznają nie tylko dzieje „Jeziora łabędziego„, ale uczą się wiele o balecie. Każde trudniejsze słowo jest umieszczone w słowniczku na końcu książki i dokładnie wytłumaczone, a naprawdę miłym dodatkiem są zilustrowane i opisane podstawowe pozycje baletowe. Nic dziwnego, ilustratorka – Ewa Beniak – Haremska sama tańczyła w szkole baletowej. Podsumowując…istnieją naprędce „wyprodukowane” zwaliste tomy i małe książeczki przygotowane z dbałością o szczegóły i pieczołowitością:)

Polecam wszystkim, którzy chcą wesprzeć naukę czytania swojego dziecka ciekawą i wartościową lekturą!

koszyk_blog

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *