Ewolucja według Calpurnii Tate, Jacqueline Kelly

calpurnia

Jeżeli masz sześciu braci, ojca i dziadka i musisz wydziergać dla nich szesnaście wełnianych skarpet pod choinkę, to musisz zacząć swoją pracę już w środku lata, nawet jeśli jest bardzo upalne i nawijanie włóczki jest ostatnią czynnością, jaką chcesz robić. Czyż nie lepiej byłoby spędzić dzień na łące, czy nad rzeką obserwując owady i ptaki? Badając procesy zachodzące w przyrodzie i rozmyślając nad tym, dlaczego żółte koniki polne są większe od zielonych. Czy pan zna odpowiedź panie Darwin? Pewnie tak, ale to jest „Ewolucja według Calpurnii Tate”! 

Calpurnia nie uważa się za kogoś nadzwyczajnego. Właściwie nic nie umie robić „doskonale”. Robótki ręczne nie są jej mocną stroną, gotowanie i pieczenie uważa za wybitnie nudne. Nie przepada także za graniem na fortepianie, codzienne lekcje są okrutnym obowiązkiem. Ale dziewczynka wie, że mama pokłada w niej wielkie nadzieje i chce jej dać wszystko, czego z różnych powodów sama nie mogła osiągnąć. Calpurnia nie jest buntowniczką, raczej małą dyplomatką, która w mądry sposób próbuje sprostać choć w minimalny sposób oczekiwaniom, aby móc część swego czasu wykorzystać na to co dla niej najważniejsze. A najważniejsze są rozmowy z dziadkiem, który posiada własne laboratorium i przekazuje wnuczce całą wiedzę o przyrodzie, jaką zdołał posiąść. Ważne są wspólne wyprawy i eksperymenty, ważne są książki, które czekają na przeczytanie. Ważne jest marzenie o nauce na uniwersytecie, który nie gościł do tej pory w swym gmachu zbyt wielu dziewcząt.

Oj, brzmi dość poważnie, ale uwierzcie mi, że jest to wspaniała książka, pozbawiona patosu i „wydumania”. Główna bohaterka jest dla czytelnika uroczym „towarzyszem podróży w przeszłość”. Dzięki niej poznajemy życie w rodzinie plantatora, gdzie zbiory bawełny są najważniejszą chwilą w roku, a wiele troski i starań poświęca się dzieciom i ich przyszłości. Calpurnia i jej bracia mają wiele swobody, kontaktu z naturą, zwierzętami. Przeżywają swoje pierwsze miłości, rozczarowania i małe rywalizacje. Ważną postacią jest dziadek, który wcale nie uważa, że dziewczynki powinny zajmować się szydełkowaniem:), choć nigdy nie neguje tego, że wszystkie umiejętności mogą być kiedyś przydatne. Bardzo miło spędziłam czas w gronie tej rodziny i kiedy w noc sylwestrową 1900 roku przyszło się rozstać, miałam lekki niedosyt. Ciekawa jestem, co przyniósł XX wiek pannie Tate? I co ona wniosła w nowe tysiąclecie?

koszyk_blog

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *