Człowiek z czerwoną chorągiewką. Czytam sobie

człowiek z czerwoną chorągiewką

Powóz bez koni, cóż to takiego? Człowiek z czerwoną chorągiewką, o co tu właściwie chodzi? Trudno sobie wyobrazić, ale tajemniczy pojazd o którym mowa, to pradziadek naszych samochodów. Nie miał jeszcze wpadającej w ucho nazwy, nie miał nawet opon, a jego „silnik” stanowił ogromny kocioł parowy. Szybkość jaką osiągał nie mogła być oszałamiająca, ponieważ obowiązkowym  środkiem bezpieczeństwa był wyżej wymieniony jegomość z czerwoną chorągiewką, który wyprzedzał wóz i był sygnałem dla przechodniów: „Uwaga, nadchodzi mocarna maszyna!”

Taka niewielka książeczka, a można się z niej dowiedzieć mnóstwo o początkach motoryzacji. Narratorem jest chłopiec, którego ojciec pracuje u angielskiego lorda, jako „człowiek z czerwoną chorągiewką„. Nie tylko on uważa, że tata ma świetną posadę, wszyscy koledzy zazdroszczą mu z całego serca. Pewnego dnia mógł mu nawet towarzyszyć z własną chorągiewką! Podczas ich wspólnych rozmów przychodzą mu do głowy różne pytania, na które szuka odpowiedzi np. co można zrobić, aby pojazd był szybszy i jak zbudować silnik bez parowego kotła?

Nie udało mu się niestety być twórcą bardziej nowoczesnego silnika, czy prawdziwych opon, ale uraczył nas opowieścią o tym, jak udało się to innym. Kiedy Karl Benz pokazał swój trzykołowy automobil z silnikiem benzynowym, został wyśmiany i zlekceważony. Ale jak to w życiu bywa, sprawę wzięła w swoje ręce żona konstruktora Bertha, która nikogo nie pytając wypożyczyła pojazd i pojechała nim do swojej matki. Była to niebotyczna odległość prawie stu kilometrów! Pani Bertha zatankowała w aptece ( tylko tam można było kupić benzynę), zajrzała do szewca ( tam kazała przybić kawałki skóry do hamulców) i szczęśliwie dojechała do celu, ucierając nosa niedowiarkom.

Paweł Beręsewicz opowiada również o zacnym weterynarzu, o nazwisku John Dunlop. Pan ten, chcąc oszczędzić sobie hałasu, a synkowi podskakiwania rowerkiem na wybojach, stworzył pierwsze opony. Nie zabrakło też opowieści o pierwszym wyścigu automobili i o pierwszej fabryce, w której masowo produkowano pojazdy. I pomyśleć, że to nie było aż tak dawno temu!

Książka jest naprawdę świetna i spodoba się wszystkim początkującym czytelnikom, nie tylko tym, którzy kochają warczące i buczące maszyny. Pomimo „technicznego” tematu, lektura jest bardzo ciekawie i przystępnie napisana, z wielką lekkością i humorem.
Duża czcionka, krótkie rozdziały, ilustracje…wszystko idealnie przygotowane dla młodego czytelnika.

Kiedy „powozy bez koni” stały się szybsze, ludzie z czerwonymi chorągiewkami nie byli już potrzebni, ale z sentymentem myślę o pojazdach sunących w żółwim tempie po drogach. Określenie: „w drodze” miało wtedy zupełnie inne znaczenie, nie kojarzyło się z szybkością, raczej ze spokojnym poruszaniem się w zaplanowanym kierunku. I chociaż trudno mi teraz pisać o tym bez uśmiechu…z nowoczesnością:)

koszyk_blog

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *