Ćwir! Joke van Leeuwen

ćwir okładka

Kiedy Walter znalazł Ptysię, był bardzo zdziwiony. Każdy byłby zdziwiony. Właściwie wyglądałaby jak normalna, malutka dziewczynka, gdyby nie te skrzydełka u ramion. Może to anioł, prosto z nieba? Ale cóż robiłby aniołek pod krzakiem, nieopodal domu Waltera? Anioły posiadają także ręce, a ta istotka ich nie miała. Nie był to również żaden ze znanych mu ptaków, a Walter był w tym temacie nie lada znawcą. Nie, to z pewnością była ptakodziewczynka! Poczciwy obserwator ptaków, otulił maleństwo własnymi ramionami i zaniósł do domu.

 Ćwir! Kiedy Tina, żona Waltera zobaczyła ptakodziewczynkę, zachwyciła się nią bardzo i nie było już wątpliwości, że mała z nimi zostanie. W szopie za domem znalazł się kosz, wyglądający trochę jak łóżeczko, a trochę jak gniazdo. Dziewczynka została tam wygodnie położona, a Tina i Walter obserwowali ją bez końca. „Bo do czegoś nowego w domu trzeba się spokojnie przyzwyczaić”. Na imię dano jej Ptasia.

DSC_0237

Ćwir! To było jej pierwsze słowo. Potem było mi-mi i ti-ti. A pierwsze zdanie brzmiało:”Chcim chlibki z midkim”( dla wszystkich nieposługujących się ptakodziecięcym językiem, tłumaczę:”Chcę chlebka z miodkiem). Jak widać, niektóre samogłoski były dla niej niemożliwe do wymówienia. Imię zmieniono na…Ptyś.
Oprócz miodku, ptakodziewczynka lubiła sobie pochrupać robaczka, co tylko przez krótki czas wprawiało w zakłopotanie jej rodziców. W końcu dzieci najlepiej wiedzą, czego im najbardziej potrzeba!
Piękne było życie tej trójki, spokojne, harmonijne, wypełnione drobnymi przyjemnościami i radością z bycia razem. Aż do chwili, kiedy Ptysia zapragnęła polecieć.

Ćwir! I w tym miejscu kończy się książkowa sielanka, a rozpoczyna przygoda, Ptysi, jej przybranych rodziców i innych bohaterów, którzy zostają wciągnięci w skrzydlatą opowieść. Trudno jest znaleźć kogoś, kto przemieszcza się nad dachami domów i ponad czubkami drzew, trzeba ciągle mieć zadartą do góry głowę i można się nabawić sztywnego karku, ale cóż się nie robi dla kogoś, kto już na zawsze zdobył nasze serce, a z kim nawet nie można się było pożegnać…Więcej nie zdradzę, nawet pod groźbą tortur, bo nie będziecie mieli przyjemności z czytania!

DSC_0236

Joke van Leeuwen miała wspaniały pomysł, ale chyba najbardziej cenię sobie sposób w jaki przekazuje tę historię czytelnikom. Te pozornie proste zdania, lakoniczne treści, zawierające ogrom informacji. Każdego bohatera znamy jak własną kieszeń, po zaledwie kilku zdaniach, wiemy o jego radościach i troskach, tęsknotach i marzeniach. Tak pisać, to prawdziwy dar! Urocze ilustracje także zostały stworzone przez autorkę, tyle talentów w jednej osobie i jak tu nie zazdrościć:) Ale dzisiaj odłóżmy zazdrość na półkę i pozwólmy sobie na fantazjowanie i błądzenie głową w obłokach, to w końcu świetne miejsce na spotkanie z ptakodziewczynką! Czego i Wam serdecznie życzę!

koszyk_blog

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *