Witaj (wymarzona) szkoło, czyli czego nie chcemy zazdrościć Pippi Langstrumpf…

pippi

Jako dziecko uwielbiałam Pippi Langstrumpf i bardzo jej zazdrościłam. Swobody, wolności, odwagi, niewiarygodnej siły, konia, małpki…lista ta właściwie nie miała końca. Jednak najbardziej zazdrościłam jej jednego – tego, że nie musiała chodzić do szkoły. Nie byłam wcale najgorszą uczennicą, pewne rzeczy przychodziły mi nawet całkiem łatwo, nie zmienia to jednak faktu, że chodzenie do szkoły uważałam za zupełnie zbędny obowiązek. Historia lubi się powtarzać, moje dzieci także wyjątkowo polubiły Pippi:) W marzeniach galopowały na koniu z Panem Nilssonem na ramieniu, a szkołę omijały ogromnym łukiem. Wakacje były dla nich ( przyznaję, że nie tylko dla nich) jak ucieczka z Sing Sing, a dziesięć miesięcy roku szkolnego wydawało się nie mieć końca. Pomimo kilku przeprowadzek i związanych z nimi zmian szkół, w relacji tej nie zaszły znaczące zmiany i ze smutkiem pogodziłam się z faktem, że nauka w szkole zawsze już będzie dla nich najmniej interesującym aspektem życia. Czytaj dalej

„Takie rzeczy”, czyli o krętych ścieżkach pewnej miłości (do czytania)

czytająca

Jednym z marzeń każdego mola książkowego jest przekazanie miłości do słowa pisanego następnemu pokoleniu. Na drodze do spełnienia niektórych marzeń może stanąć jednak nie do końca ukształtowana, uzbrojona w pampersa i drwiący uśmieszek pociecha, która z wyjątkowym lekceważeniem traktuje wszelkie techniki indoktrynacji. Moja córka swoje kartonowe książeczki wykorzystywała jedynie jako tło do swobodnej twórczości kredkami świecowymi, nie interesowały jej kolorowe obrazki i pierwsze słowa. Z widocznym zniecierpliwieniem pakowała „tomiska” na swój drewniany wózek i wywoziła spoza zasięgu mojego wzroku… Czytaj dalej

Jest ocean słowa, ale gdzie KSIĄŻKI?

print
Gdybym mogła się umówić na popołudniową kawę z wybraną postacią żyjącą lub nie, mój wybór padłby niewątpliwie na Johanna Gutenberga, obrotnego przedsiębiorcę ze Strasburga. Herr Gutenberg wynalazł w połowie XV wieku prasę drukarską z ruchomymi czcionkami, dzięki czemu książki stały się łatwiejsze do powielania, a tym samym bardziej dostępne. Jednak powodem naszej pogawędki nie byłaby chęć podziękowania, raczej pewne zażalenia i to w pełni uzasadnione…

Czytaj dalej

Marzyciele potrzebni od zaraz, czyli drabiną na księżyc…

jan heweliusz
„Zejdź na ziemię!”
„Przestań bujać w obłokach!”
„Wróć do rzeczywistości!”
To przedziwne, że słowa te wydobywają się z moich ust! Z moich!!! Wierzę przecież w wielkie marzenia, siłę bujania w obłokach, możliwe niemożliwego…jako rodzic prawdopodobnie jednak nie. Jako rodzic bywam bowiem przeciętną katastrofą, zapominającą o wszelkich ideałach, szalonych marzeniach na rzecz suchego racjonalizmu i wciąż trwającego stresu związanego z przyszłością pociech. Cóż by powiedział na to mój kilkunastoletni odpowiednik z przeszłości, gdyby usłyszał, że na entuzjastyczne opowieści moich dzieci o planach na dorosłe życie, czasami odpowiadam wymuszonym: „No dobrze, a teraz poucz się trochę angielskiego”? Bywa nawet, że ze skwaszoną miną wysłuchuję o tym, że będę miała w przyszłości w rodzinie komandosa, hodowcę mopsów, piercera, magika, wieczną wolontariuszkę, a nawet zawodowego milionera.
Wysłuchuję tego, myśląc jednocześnie, czemu choć raz nie marzą o czymś „normalnym”, w każdej rodzinie potrzebny jest przecież lekarz, a w niektórych nawet częściej prawnik, a architekt ma taki ciekawy i…dobrze płatny zawód. Kiedy rozpoczyna się nowy rok szkolny, moje marzenia związane z bezpłatnymi poradami lekarskimi rozmywają się coraz bardziej we mgle, szczególnie po każdym zebraniu rodziców, kiedy z zazdrością łypię na kartki z ocenami innych dzieci. Przyszłych chirurgów, adwokatów i właścicieli jachtów…

Kiedy już ochłonę z edukacyjnego szoku i udam się do głowy po prawdopodobnie znajdujące się tam resztki rozumu, zastanawiam się, jak to możliwe, że czerwony pasek na świadectwie wygrywa ciągle na nowo rywalizację z marzeniami, wyobraźnią i charyzmą? Czym byłby świat, gdyby nie marzyciele, których głowy wystawały wysoko ponad chmurami? Każdy wynalazek, każda myśl zmieniająca oblicze świata powstała przecież  w głowie jakiegoś „szalonego” marzyciela, który uważał, że człowiek może unieść się w powietrze, wiadomości mogą być przekazywane na drugą półkulę, a groźnym chorobom można zapobiec poprzez wszczepianie tego co powoduje dolegliwość. Marzyciele torowali nam szlaki, pobudzali naszą wyobraźnię i motywowali do działania. Pokazywali, że granice istnieją tylko w naszej głowie. I byli źródłem natchnienia dla innych. Czytaj dalej

W poszukiwaniu zagubionego czasu, czyli mieszczuch ciągle jeszcze na wakacjach…

)0039kopia2
Mieliście kiedyś wrażenie, że od poniedziałkowego poranka do niedzielnego wieczora dzieli nas tylko kilka chwil, że miesiąc składa się tylko z kilku dni, a pora roku jest tak ulotna, że nie nadążamy uchwycić wzrokiem żółknących liści i wskoczyć w krótkie spodnie, zanim skończy się lato? To uczucie nie opuszcza mnie przez większość roku…zaraz, który to mamy obecnie? Nic mnie czasami nie ominęło, jakaś zmiana czasu, albo wejście w nowe tysiąclecie?

Czytaj dalej

Liczenie krów za oknem, czyli o podróżach z dziećmi…

podróże z dziećmi 001
Czarodzieje to mają dobrze! Przemieszczają się za pomocą magicznych przedmiotów – świstoklików, w najdalej położone miejsca na Ziemi. Wskakuje czarodziej na taki…powiedzmy stary, nikomu niepotrzebny bucik bez pary, kilka machnięć różdżką, jakieś zaklęcie i fruu…już się jest na drugiej półkuli. Tak to robił Harry Potter.

Tak…wiem, że to tylko książka, ale jednak, przed każdą wakacyjną podróżą uważnie przyglądałam się każdemu przypadkowo leżącemu przedmiotowi. Może jednak się uda? Ryzyko, że coś może pójść nie tak, np. mogę nie przemieścić się w całości, nie wydawało mi się aż tak przerażające w porównaniu z wizją bezpiecznej, wakacyjnej…podróży z dziećmi. Czytaj dalej

Zupełnie nie o książkach, czyli mieszczuch na wakacjach…:)

047kopia

Wakacje mogą być dla cywilizowanego człowieka, okolicznością wymagającą sporej elastyczności i zdolności asymilacji w obcym środowisku. Wiem, że wielu z Was przyzna mi rację. Każdego lata przeżywam dokładnie ten sam scenariusz wydarzeń, a że wakacje  za pasem, staram się już mentalnie do tego  przygotować. Czytaj dalej

Muminki kontra XXI wiek

książki ilustracje 013

Kiedyś, kiedyś spędzałam długie wieczory zajadając „mordoklejki” z „Muminkami” w dłoni. Książki Tove Jansson wzbudzały we mnie tak ogromne emocje, że całą sobą zamieszkałam w Dolinie Muminków, odbywałam długie filozoficzne rozmowy z Muminkiem, przymierzałam kapelusz Włóczykija i pożyczałam czasami, jedyną w swoim rodzaju torebkę od Mamusi Muminka. Ale przychodziły też chwile pełne grozy, gdy razem z innymi ukrywałam się w lesie, oczekując najgorszego, czyli…BUKI. Do dziś imię to sprawia, że wstrzymuję oddech.
Kilkadziesiąt lat później, z wielkim podnieceniem czytałam „Muminki” przed snem mojemu synowi. Gnieździłam się wygodnie w pościeli z groźnymi rekinami, a mały wpatrywał się we mnie z najwyższą koncentracją, aby nie uronić ani jednego słowa. Dopiero po kilku dniach zrozumiałam, że skupia się, ale po to…aby nie zasnąć. Moje rozczarowanie było wielkie, ale miałam jeszcze jedną szansę, aby obronić honor mojej ukochanej książki…moją córkę. Kilka lat później, tym razem w łóżeczku z rusałkami, odbył się ten sam scenariusz, ale podsumowany stwierdzeniem: „Przecież w tej książce, nic się nie dzieje!” Czytaj dalej