Szkolne wyzwania, Monika Gregorczuk, Barbara Kołtyś

szkolne wyzwania

Kiedy dziecko idzie do szkoły dla całej rodziny rozpoczyna się nowy etap, który wydaje się nie mieć końca. Często dzieci są przytłoczone nie tylko ciężkimi tornistrami, ale także nadmiarem szkolnych obowiązków, problemami z adaptacją, kłopotami z nauką…szkolne wyzwania mają wiele imion i zmieniają się wraz z wiekiem. Sześciolatek będzie martwił się brakiem najlepszego kolegi albo tym, że nie radzi sobie z liczeniem tak dobrze jak rówieśnicy. Nastolatki nie mają motywacji do nauki, często cierpią na zaburzenia odżywiania i nie stronią od używek. Jak mądrze wspierać dziecko w dorastaniu? Na to pytanie odpowiedzą nam autorki tej książki: Monika Gregorczuk i Barbara Kołtyś.  Świetny i wyczerpujący poradnik zarówno dla rodziców, jak i pedagogów!

Czytaj dalej

Kreatywne szkoły. Oddolna rewolucja, która zmienia edukację, Ken Robinson

kreatywne szkoły okładka

Pamiętacie z dzieciństwa ten moment, kiedy po wakacyjnej przerwie przekraczaliście szkolne progi? Cóż to była za radość, znowu zobaczyć znajome miejsca i powitać dawno niewidzianych kolegów! Niestety, mój entuzjazm pryskał jak mydlana bańka już po kilku dniach zajęć. Lekcje były dla mnie albo zupełnie niezrozumiałe albo śmiertelnie nudne, głos nauczyciela ginął po pewnym czasie w obłoku marzeń, a moja szkolna ławka miała wyciśnięty po wsze czasy odcisk mojego policzka. Wiele lat później, moja córka kontynuuje rodzinną tradycję: marzy, śpi i śni, nie pasuje do szuflady, w której siedzą śmiałe, zręczne i nieskomplikowane dzieci i nosi bez dumy plakietkę leniwego i niezaangażowanego ucznia. To samo dziecko rozpoczynało kilka lat wcześniej naukę z największym entuzjazmem, jaki można sobie wyobrazić, z zachwytem, otwartością i ogromną ciekawością świata. Jak widać, edukacja nie zawsze idzie w parę z motywacją, inspiracją, a nawet z „nauczeniem”. Smutne.

Ken Robinson nie poddaje się temu smutkowi. Jego nowa książka ma nie tylko budzić nadzieję na to, że szkoła może stać się zupełnie innym miejscem, ona ma pokruszyć od dołu fundamenty tego zastygłego od lat systemu, w którym uczeń jest tylko mało znaczącym trybikiem w wielkiej machinie. Tak naprawdę, ważny jest człowiek i to do niego powinna dostosować się edukacja, do każdego pojedynczego dziecka, jego zdolności, zainteresowań, tempa pracy. Utopia? Raczej marzenie, na którym może wyrosnąć lepsza przyszłość.  Czytaj dalej

Projekt mądre wychowanie, Hal Runkel

projekt mądre wychowanie

Kolejny poradnik? Rozumiem wątpliwości zdesperowanych rodziców, których regały „uszczelnione” są do ostatniego milimetra, książkami pełnymi psychologicznych mądrości. Ale ta książka wyróżnia się spośród innych, przynosi nawet natychmiastowy efekt, w postaci wyraźnego poczucia ulgi. Jej mottem jest: „Nie jesteś odpowiedzialny za dzieci, jesteś odpowiedzialny wobec nich!”
Jako rodzice zaczynamy patrzeć na siebie z dystansem i zaczynamy zastanawiać się, czy codzienny „generalski mundurek”, który zobowiązywał nas do prób całkowitego kontrolowania wszystkiego, nie zamienić na parę znoszonych dżinsów, które pozwolą nam po prostu być sobą… Czytaj dalej

„Uchwycić żywioł. O tym, jak znalezienie pasji zmienia wszystko”, Ken Robinson

599586iuchwycić żywioł

Mówi się, że kiedy uczeń jest gotów, zjawia się odpowiedni nauczyciel. Tak samo jest z książkami, niektóre wybierają nas, kiedy przychodzi najbardziej odpowiedni czas, aby przewrócić nasze życie do góry nogami i wytrząsnąć z nas to, co w każdym najlepsze. Kiedy ta książka trafiła do mnie, od początku okazała swoją moc. Pomimo przejmującego zimna, zmusiła mnie do spędzenia godziny na parkingu supermarketu i czytania, czytania,czytania…Jak się przeczytało pierwszą stronę, nie ma odwrotu:)

„Uchwycić żywioł” należy do tych niebezpiecznych lektur, pokazujących świat z zupełnie innej perspektywy. Nie czytajcie jej, jeśli należycie do osób, które już dawno porzuciły swoje marzenia i nie mają zamiaru nigdy do nich powrócić! Nie czytajcie, jeżeli uważacie siebie za pozbawionych wszelkich talentów i dobrze Wam z tą myślą! Nie czytajcie, jeśli uważacie, że miarą wartości człowieka jest test z odpowiednio zakreślonymi odpowiedziami! Albo jednak spróbujcie przeczytać…

A może należycie do geniuszy, obdarzonych przez świat obfitością zdolności, lekkością uczenia się i wrodzonym „byciem wielkim”? Nie? Doprawdy? W takim razie jesteście w świetnym towarzystwie ludzi, którzy zostali „przefiltrowani” jako mało zdolni, przeciętni, czasem wręcz ograniczeni. Ten chłopiec o imieniu Albert, czy to nie o nim powiedziano, że nigdy do niczego nie dojdzie? Proszę o wybaczenie panie Einstein! Paul McCartney nie został przyjęty do chóru, który później wykonywał jego utwory. Wielki Elvis Presley usłyszał wręcz, że jego głos rujnuje brzmienie całego zespołu chórzystów. Czytaj dalej

„Ostatnie dziecko lasu”, Richard Louv

003kopia

Często zapominamy o tym, kim jesteśmy i kim byliśmy kiedyś. Otaczając się plastikowym światem, tracimy kontakt z tym, czego część tak naprawdę stanowimy… z naturą.

Większość pokolenia obecnych 40-sto i 30-latków miało jeszcze szczęście być właścicielami podrapanych kolan, poszarpanych wiatrem włosów i rozdartych na drzewach spodni. Byliśmy władcami podwórka, pobliskiego lasku, kamionki, babcinego ogrodu. Mieliśmy szczęście budować szałasy z gałęzi, kopać pułapki na wyimaginowane stwory i huśtać się na starej oponie. Mogliśmy uciekać przed burzą, psem sąsiada i rojem pszczół. Jako właściciele najwspanialszych zabawek zrobionych z wszystkiego, co udało się nam znaleźć, nigdy nie poznaliśmy nudy. Wiedzieliśmy, które dziko rosnące jagody nadają się do spałaszowania, nigdy nie cierpieliśmy po zjedzeniu niedojrzałych jabłek, a z braku innych zakąsek obgryzaliśmy końcówki trawy. Mieszkanie było dla nas spokojnym miejscem na nocleg, kiedy wieczorem pojawialiśmy się z rumianym i mocno przybrudzonym obliczem i zapachem wiatru, ziemi i wolności… Czytaj dalej

„Teleogłupianie”

560786iteleogłupianie

Michel Desmurget, autor „Teleogłupiania” to bardzo zacietrzewiony człowiek. Czytając pierwsze strony, zastanawiałam się, czy dożył ukończenia swego dzieła i czy aby odrobinę nie przesadza. Telewizja podarowała mi w końcu w dawnych, dawnych czasach „Zwierzyniec”, do dziś przy każdej wizycie w ZOO, mam na ustach melodię o tych co „skaczą i fruwają”. Czy powinnam więc uczestniczyć w brukaniu tego „źródła przyjemności”? Telewizja to w końcu również Galileo i programy edukacyjne, kulinarne show ( uwielbiam!) i George Clooney( jeszcze bardziej).
Jednak pod koniec pierwszego rozdziału poczułam wyraźnie, jak oddalam się od „Zwierzyńca”, a przybliżam do Monsieur Desmurget, który z pewnością w miarę możliwości usunąłby wyraz TELEWIZJA nie tylko ze słownika, ale również z naszej pamięci. Czytaj dalej