„Takie rzeczy”, czyli o krętych ścieżkach pewnej miłości (do czytania)

czytająca

Jednym z marzeń każdego mola książkowego jest przekazanie miłości do słowa pisanego następnemu pokoleniu. Na drodze do spełnienia niektórych marzeń może stanąć jednak nie do końca ukształtowana, uzbrojona w pampersa i drwiący uśmieszek pociecha, która z wyjątkowym lekceważeniem traktuje wszelkie techniki indoktrynacji. Moja córka swoje kartonowe książeczki wykorzystywała jedynie jako tło do swobodnej twórczości kredkami świecowymi, nie interesowały jej kolorowe obrazki i pierwsze słowa. Z widocznym zniecierpliwieniem pakowała „tomiska” na swój drewniany wózek i wywoziła spoza zasięgu mojego wzroku… Czytaj dalej

Mądrości, mądrości, czyli cytaty z książek dla dzieci…

cytaty 001
Najwięcej światłych myśli znajdziemy niewątpliwie w lekturach dla dzieci, aby Wam to udowodnić przekopałam się przez stosy książek starszych i nowszych. Prezentuję tu moje ulubione mądrości mając nadzieję, że podzielicie się ze mną Waszymi cytatowymi perełkami. Miłego czytania!

„Kiedy spytają cię, jak się masz, odpowiedz po prostu, że wcale.”
( „Kubuś Puchatek”, A. Milne) Czytaj dalej

Marzyciele potrzebni od zaraz, czyli drabiną na księżyc…

jan heweliusz
„Zejdź na ziemię!”
„Przestań bujać w obłokach!”
„Wróć do rzeczywistości!”
To przedziwne, że słowa te wydobywają się z moich ust! Z moich!!! Wierzę przecież w wielkie marzenia, siłę bujania w obłokach, możliwe niemożliwego…jako rodzic prawdopodobnie jednak nie. Jako rodzic bywam bowiem przeciętną katastrofą, zapominającą o wszelkich ideałach, szalonych marzeniach na rzecz suchego racjonalizmu i wciąż trwającego stresu związanego z przyszłością pociech. Cóż by powiedział na to mój kilkunastoletni odpowiednik z przeszłości, gdyby usłyszał, że na entuzjastyczne opowieści moich dzieci o planach na dorosłe życie, czasami odpowiadam wymuszonym: „No dobrze, a teraz poucz się trochę angielskiego”? Bywa nawet, że ze skwaszoną miną wysłuchuję o tym, że będę miała w przyszłości w rodzinie komandosa, hodowcę mopsów, piercera, magika, wieczną wolontariuszkę, a nawet zawodowego milionera.
Wysłuchuję tego, myśląc jednocześnie, czemu choć raz nie marzą o czymś „normalnym”, w każdej rodzinie potrzebny jest przecież lekarz, a w niektórych nawet częściej prawnik, a architekt ma taki ciekawy i…dobrze płatny zawód. Kiedy rozpoczyna się nowy rok szkolny, moje marzenia związane z bezpłatnymi poradami lekarskimi rozmywają się coraz bardziej we mgle, szczególnie po każdym zebraniu rodziców, kiedy z zazdrością łypię na kartki z ocenami innych dzieci. Przyszłych chirurgów, adwokatów i właścicieli jachtów…

Kiedy już ochłonę z edukacyjnego szoku i udam się do głowy po prawdopodobnie znajdujące się tam resztki rozumu, zastanawiam się, jak to możliwe, że czerwony pasek na świadectwie wygrywa ciągle na nowo rywalizację z marzeniami, wyobraźnią i charyzmą? Czym byłby świat, gdyby nie marzyciele, których głowy wystawały wysoko ponad chmurami? Każdy wynalazek, każda myśl zmieniająca oblicze świata powstała przecież  w głowie jakiegoś „szalonego” marzyciela, który uważał, że człowiek może unieść się w powietrze, wiadomości mogą być przekazywane na drugą półkulę, a groźnym chorobom można zapobiec poprzez wszczepianie tego co powoduje dolegliwość. Marzyciele torowali nam szlaki, pobudzali naszą wyobraźnię i motywowali do działania. Pokazywali, że granice istnieją tylko w naszej głowie. I byli źródłem natchnienia dla innych. Czytaj dalej

„Mapy”, czyli nasza wyprawa do Mongolii

mongolia- na bloga 002

„Mapy” leżały pod naszą ubiegłoroczną choinką i wywołały zachwyt całej rodziny. Ta książka to prawdziwe cudo graficzne, obrazkowe mapy kontynentów i poszczególnych krajów, pełne szczegółów i ciekawostek. Ale prawdziwą wartość tej lektury poznałam nieco później. Naszą ulubioną zabawą stało się losowanie jednego kraju, który miał się stać celem kolejnej podróży ( przynajmniej tej, w wyobraźni) i wyszukiwanie jego największych zalet i atrakcji. Każdy z nas chciał pochwalić się „swoim” krajem, jego przyrodą i szalonymi możliwościami spędzania wolnego czasu.

Z czasem zachciało nam się więcej. Znacznie więcej. Postanowiliśmy w każdym miesiącu świętować uroczyście dzień wybranego kraju. Każdy członek rodziny miał miesiąc na przygotowanie informacji, ciekawostek, odpowiedniej muzyki, przepisów kulinarnych itd. Zanim podzieliliśmy się zadaniami, nadeszła chwila pierwszego losowania.
Wybór padł na …Mongolię, kraj dzikich stepów i …dzikich stepów, jak mi się początkowo wydawało. Zdjęcia w Internecie były zachwycające: otwarte przestrzenie, nieskażona natura, ludzie o krzepkiej budowie i czerstwych twarzach ,szamani, myśliwi na koniach, z orłami na ramieniu. Z biblioteki wróciłam ze stosem książek i filmem o Czyngis – chanie, który obejrzeliśmy jeszcze tego samego wieczoru. W wolnych chwilach, poszukiwałam w sieci przepisu na jakiś mongolski specjał, który nasze europejskie żołądki potrafiłyby strawić. Cóż, Mongolia to kraj dla twardych ludzi. Czytaj dalej