Animalium, Jenny Broom

animalium

Któż z nas nie marzył w dzieciństwie o życiu wśród dzikich zwierząt? Ja, owszem i dlatego z namaszczeniem czytałam każdą przyrodniczą książkę i oglądałam z fascynacją filmy przyrodnicze, w których lwy leniwie wygrzewały się na sawannie, a hipopotamy turlały się w błocie.

Z czasem ze zwierzętami stało się coś bardzo dziwnego: lwy poderwały się z suchej trawki i zaczęły na oczach kamery pożerać wszystko…włącznie z kamerą, hipopotamy pokazały swoje dzikie oblicze, a film o surykatkach ( moje ulubione stworzenia) pokazał mi ich tak ciemną stronę, że dziwię się, że nie wystąpiły w „Gwiezdnych wojnach” ramię w ramię z Lordem Vader. Zabrano nam przyrodniczą sielankę, a zaserwowano…adrenalinę! Bo podobno, tego nam potrzeba. Wiele książek popularnonaukowych poszło tym samym szlakiem: setki podkolorowanych zdjęć z  dokładnym uzębieniem każdego drapieżnika, tony ciekawostek i „ploteczek”. Wiedza zmiksowana z komercyjną papką, co to za szczęście, że zwierzaki nie umieją czytać! To był wstęp podnoszący napięcie ( adrenalina:)

Ale czasami pojawi się jakiś wspaniały tytuł, który zawróci w głowie dawnemu wielbicielowi „Zwierzyńca” i przypomni o tym, co jest naprawdę ważne: nasza planeta i nasi kochani współmieszkańcy. Pierzaści, futerkowi, pełzający, skaczący, wydający przedziwne dla nas dźwięki, wielcy i mikroskopijni.
Trzymam w dłoniach „Animalium” i odczuwam podziw dla jej autorek, nie tylko za świetne teksty i ilustracje, ale za to, że przywołały one we mnie te emocje, które pamiętam sprzed lat: szacunek i podziw dla świata zwierząt, uczucie, że każda żywa istota jest ważna i zasługuje na uwagę i na to, żeby ją chronić.

DSC_1319

„Animalium” to muzeum zwierząt i przewracając strony czuję się naprawdę, jak przy oglądaniu jakichś wyjątkowych zbiorów. Nie ma tu efektów specjalnych, świateł i odgłosów dżungli płynących z głośnika. Żaden drapieżnik nie wyszczerzy kłów, aby zamienić tę wizytę w ekstremalne przeżycie. Towarzyszy mi przewodnik, który opowiada o poszczególnych gatunkach, nie siląc się na tanią sensację, a w mojej głowie powstaje historia obejmująca całe życie na Ziemi. Zwierzęta patrzą dumnie i spokojnie z pięknych obrazów i wiem, że w tym miejscu bardziej potrzebna jest cisza i skupienie, niż jakiekolwiek „nadzwyczajne dodatki”.

DSC_1324

To nie jest wyczerpująca wiedza, raczej krótka wizyta, która ma zainspirować do dalszych odkryć, ale to spotkanie z pewnością pozostanie na długo w pamięci, bo każde zwierzę zdaje się mówić:”Spójrz, ja też tutaj jestem! Nie chcę znaleźć się w muzeum wymarłych gatunków! Pamiętaj o tym!”
Teraz wiem, że kuskus plamisty to nie kolejny gatunek kaszy, tylko sympatyczny torbacz, a głuptak zwyczajny jest pewnie mądralą, skoro potrafi złowić rybę nawet czterdzieści metrów pod powierzchnią wody. Wiem, że syreny naprawdę żyją w morzu, ale ich uroda jest raczej kontrowersyjna:), a kolibry potrafią latać do tyłu.

DSC_1328

Mam nadzieję, że zrobiłam na zwierzętach z muzeum w miarę dobre wrażenie, mały, blady człowieczek ściskający kurczowo swój bilet i zupełnie nie łaknący adrenaliny, szczerzenia kłów i złowrogiego wycia. Lew może wrócić na suchą trawkę, hipopotam do błotka, a surykatka może znowu wyglądać sympatycznie. To w końcu „współmieszkańcy”, a z sąsiadami powinno się żyć harmonijnie:)

Piękna książka, polecam!

koszyk_blog

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *