Witaj (wymarzona) szkoło, czyli czego nie chcemy zazdrościć Pippi Langstrumpf…

pippi

Jako dziecko uwielbiałam Pippi Langstrumpf i bardzo jej zazdrościłam. Swobody, wolności, odwagi, niewiarygodnej siły, konia, małpki…lista ta właściwie nie miała końca. Jednak najbardziej zazdrościłam jej jednego – tego, że nie musiała chodzić do szkoły. Nie byłam wcale najgorszą uczennicą, pewne rzeczy przychodziły mi nawet całkiem łatwo, nie zmienia to jednak faktu, że chodzenie do szkoły uważałam za zupełnie zbędny obowiązek. Historia lubi się powtarzać, moje dzieci także wyjątkowo polubiły Pippi:) W marzeniach galopowały na koniu z Panem Nilssonem na ramieniu, a szkołę omijały ogromnym łukiem. Wakacje były dla nich ( przyznaję, że nie tylko dla nich) jak ucieczka z Sing Sing, a dziesięć miesięcy roku szkolnego wydawało się nie mieć końca. Pomimo kilku przeprowadzek i związanych z nimi zmian szkół, w relacji tej nie zaszły znaczące zmiany i ze smutkiem pogodziłam się z faktem, że nauka w szkole zawsze już będzie dla nich najmniej interesującym aspektem życia. Czytaj dalej